piątek, 4 listopada 2016

Rozdział Dwudziesty

                                Rozdział Dwudziesty


Parę miesięcy później

Monika

Jakby przez mgłę słyszałam szum wody. Powoli otworzyłam oczy i przetarłam je ręką. Szum wody nie ustał i zorientowałam się że to Marcin musi brać prysznic. Wzięłam telefon z szafki nocnej stojącej obok łóżka i spojrzałam na godzinę. 5: 10. Mój chłopak musi szykować się do pracy. Postanowiłam że mu pomogę i zrobię śniadanie. Wstałam z łóżka, przeciągnęłam się jednocześnie ziewając i ruszyłam do kuchni. Wstawiłam wodę na herbatę, wyjęłam talerz, chleb, masło, ser żółty i pomidory  i zaczęłam robić trzy kanapki: dwie na śniadanie i jedną do pracy. Woda skończyła się gotować w tym samym momencie, w którym brunet wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Jak zwykle na taki widok zrobiło się gorąco. Spojrzał w moim kierunku, uśmiechnął się i podszedł do mnie. Oparłam się tyłem o szafki, a on stanął przede mną otaczając mnie ramionami. Delikatnie pocałował mnie w usta, a później w czoło. Znów się uśmiechnął i zapytał:
-Obudziłem cię kochanie?
-Nie ty, ale szum wody.-odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam.-I nie przepraszaj, tylko idź się ubierz bo robię ci śniadanie.-szybko dodałam bo już widziałam jak otwiera usta by powiedzieć że mu przykro że nie mogłam się wyspać i  że nie powinnam wstawać. Zawsze tak robi.

Parę godzin później, gdy Marcin był już w pracy, ja wzięłam się za sprzątanie mieszkania. Dlaczego? Z prostej przyczyny- dzisiaj Wigilia. Spędzimy ją z Marcinem tylko we dwoje, ponieważ nie dostał wolnego na ten dzień i musi pracować. Przejmował się, ponieważ chciałam spędzić te święta razem z obiema naszymi rodzinami, ale trudno. Nadrobimy to w Sylwestra. 
Właśnie myłam podłogę w kuchni gdy usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Poszłam do salonu i wzięłam komórkę ze stolika stojącego przed kanapą. To Igor.
-Halo?
-Cześć Monia.- usłyszałam w słuchawce wesoły głos brata. Bardzo zmienił się od ostatniej kłótni z Anią. Znów mieszkają razem, a Igor traktuje ich córeczkę tak, jak traktował zanim dowiedział się że tak naprawdę nie jest to jego dziecko.
-Cześć, co tam?- spytałam.
-Wszystko ok. Właśnie pieczemy babeczki świąteczne.- odpowiedział, a ja wiem że się uśmiechnął. W tle dobiegł mnie śmiech małej dziewczynki i również się uśmiechnęłam.
-To super. Ja sprzątam mieszkanie, potem wezmą się za szykowanie kolacji.- odpowiedziałam.
-Fajnie. A Marcin dzisiaj pracuje?- dopytał.
-Tak, ale pamiętasz że Sylwestra spędzamy razem?- spytałam wiedząc że mój brat mógłby zapomnieć. Taki już jest.
-Tak, tak. Oczywiście że pamiętam.- powiedział szybko i z wahaniem, na co od razu się zaśmiałam. Wiedziałam że zapomni!
-Jak mogłeś zapomnieć?- pytam wciąż się śmiejąc. Igor tylko chrząknął.
-Wcale nie zapomniałem! Widzimy się w Sylwestra. Zadzwonię jeszcze do ciebie. Może pojutrze?- szybko zmienił temat, na co znów się zaśmiałam.
-Ok. Możesz zadzwonić pojutrze. Pa pa!- pożegnałam się.
-Pa i wesołych świąt!- odpowiedział po czym się rozłączył, a ja wróciłam do sprzątania.

                                  ***

Parę godzin później nakrywałam do stołu w salonie,  który pomógł mi przenieść z kuchni sąsiad. Położyłam śnieżnobiały obrus, a pod niego sianko. Na środku ustawiłam czerwone świece. Nasze świąteczne dania jeszcze się gotowały bądź piekły w piekarniku. Nie będziemy mieli dwunastu potraw, ale cztery: barszcz, karp, pierogi z kapustą i grzybami. Oczywiście będzie też deser: makowiec i pierniki.
Wciągu dnia z życzeniami dzwonili również moi rodzice, rodzice Marcina oraz jego siostra i Leoś, Kasia, a pół godziny temu skończyłam rozmowę z Anią, która dziękowała mi za rozmowę z jej mężem.
Postanowiłam że teraz pójdę pod prysznic, miałam jeszcze 40 minut do powrotu Marcina, także powinnam ze wszystkim zdążyć.
Weszłam pod ciepły strumień wody  mocząc ciało i włosy. Przedwczoraj byłam u fryzjera i podcięłam włosy, które zamiast do połowy pleców sięgają aktualnie do końca ramion.
Namydliłam ciało truskawkowym żelem, a włosy cytrynowym szamponem z odżywką. Następnie zmyłam z siebie pianę i powtórzyłam te czynności. Gdy już skończyłam, włosy zawinęłam w turban, a ciało wytarłam ręcznikiem. Z łazienki wyszłam w fioletowym szlafroku do kolan i kapciach. Poszłam do naszej sypialni i rozczesałam włosy,a później je wysuszyłam. Wzięłam lokówkę i zaczęłam kręcić dosyć mocne fale, ale nie przesadnie. Spryskałam włosy lakierem aby fryzura się nie zepsuła. Zrobiłam dość mocny makijaż podkreślający oczy i usta. Następnie założyłam czarną bieliznę i czarne rajstopy, a na to czerwoną sukienkę z dekoltem w serce bez ramiączek, sięgającą do połowy uda. Na stopy wsunęłam czarne, lśniące szpilki. Szyję spryskałam perfumami i nałożyłam srebrny łańcuszek od rodziców z dużym sercem. Na nadgarstki również psiknęłam perfumami i na lewy nałożyłam czarny, wąski i elegancki zegarek od brata, a na prawy srebrną bransoletkę do kompletu z wisiorkiem. Paznokcie miałam już zrobione u kosmetyczki od wczoraj: na zmianę czarny i czerwony lakier.
Usłyszałam dzwonek do drzwi więc ruszyłam aby je otworzyć. Za nimi stał oczywiście mój chłopak. Gdy mnie zobaczył szeroko się uśmiechnął i pocałował mnie mocno i głęboko przytulając do siebie. Po chwili oderwaliśmy się od siebie i Marcin wszedł do mieszkania.
-Przepięknie wyglądasz.- powiedział i przesunął wzrokiem po całym moim ciele na co się zarumieniłam.
-Dziękuję, ale teraz idź pod prysznic bo za pięć minut kolacja będzie gotowa.- pospieszyłam go, a on posłusznie poszedł pod prysznic.

- No to cóż... życzę ci wszystkiego dobrego, abyś te święta spędziła jak najlepiej i jak to sobie wymarzyłaś, sukcesów w pracy  nie tylko, ale również w życiu prywatnym. Abyś zawsze, ale to zawsze robiła to, co kochasz i to co cię uszczęśliwia. I żebyś nigdy nie zapomniała że bardzo mocno cię kocham i nigdy nie przestanę.- złożył mi życzenia Marcin i pocałował w policzek jednocześnie urywając kawałek opłatka. Światełka choinkowe odbijały się w jego oczach, a ja myślałam tylko o tym jak bardzo go kocham.
-Ja życzę ci również wszystkiego dobrego, świąt spędzonych w rodzinnej, ciepłej atmosferze i, aby ta atmosfera przeniosła się również do twojej pracy.- uśmiechnęłam się do niego.- Również samych sukcesów i tych zawodowych i w życiu prywatnym. Ty tez nigdy nie zapominaj że bardzo, bardzo, ale to bardzo cię kocham.- pocałowałam go w usta i oderwałam kawałek jego opłatka.

Marcin

No i przyszedł czas na prezenty. W całym swoim życiu nie stresowałem się tak jak teraz. Boże, przecież to jakaś paranoja!
Monia usiadła na kanapie, a ja obok niej. Wzięła spod choinki swój prezent dla mnie i wręczyła mi go z niepewnym uśmiechem. Było to pudełko zapakowane w świąteczny, zielony papier w Mikołaje i obwinięty czerwoną  wstążką. Powoli odwinąłem kokardę i rozerwałam papier. W środku znajdowała się ramka z naszym zdjęciem z nad morza. Byliśmy tam we dwoje na łodzi, w dniu jej urodzin. Spojrzałem na ramkę i już wiedziałem że sama ją wykonała. Opowiadała mi że w przedszkolu mieli zajęcia z decoupagu. Ramka była biała, a niej, na górnej i dolnej "ściance" przyklejone były serwetki w serca. Na prawej i lewej "ściance" znajdowały się obrazki dwójki ludzi trzymających się za ręce i całujących się. Poczułem jak moje serce rośnie i jednocześnie rozmiękcza się. Spojrzałem na nią i posłałem jej uśmiech, a ona jakby odetchnęła.
Pod naszą ramką był album  The Neighbourhood " I love You ". Jeszcze szerzej się uśmiechnąłem i przyciągnąłem ją do siebie całując jednocześnie.
-Bardzo dziękuję kochanie.
-Proszę bardzo Marcin. Mogę zobaczyć już mój prezent?- zapytała słodko się uśmiechając na co się zaśmiałem, choć w środku znów się spiąłem. Sięgnąłem po małe, opakowane w czerwony papier pudełeczko i wręczyłem je Monice. Ona wzięła je w ręce, a ja wstrzymałem oddech. Powoli je rozpakowała i otworzyła szerzej oczy gdy zobaczyła pudełko z Apartu. Otworzyła je, a jej oczy zaszły łzami. Myślałem że zaraz zemdleję. Delikatnie zabrałem jej je z rąk i uklęknąłem przed nią.
-Moniko Sawicka...- odchrząknąłem.- Jesteś miłością mojego życia, a moim marzeniem jest iść przez to życie razem z tobą już do końca. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i...- znów odchrząknąłem i spuściłem wzrok. Po chwili znów go podniosłem.- Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?- spytałem wreszcie, a moja ukochana miała swój makijaż chyba na całej twarzy.- Monia?- spytałem niepewnie ponieważ blondynka długo nie odpowiadała tylko się we mnie wpatrywała, a łzy spływały jej po twarzy.
- Marcin, oczywiście że za ciebie wyjdę! Tak! Wyjdę za ciebie!- wykrzyknęła ze śmiechem na co ja również się zaśmiałem i wsunąłem pierścionek na jej palec. Ona objęła m,nie rękoma za szyję i wpiła się w moje usta. Matko, będę żonaty...

Hej,
Dwudziesty rozdział za nami, mam nadzieję że się Wam podoba i że u Was układa się tak samo dobrze jak Monice i Marcinowi:)
Ostatnio w opowiadaniu rozdziały skaczą w czasie, ale to dlatego że zbliżamy się do końca.
Dziękuję za 2095 wyświetleń, ale BŁAGAM!!! Piszcie komentarze!!! Przy takiej ilości wyświetleń DWA komentarze to nie powinien być problem, prawda?
Nie mam pojęcia kiedy pojawi się następny rozdział, ale na pewno się pojawi:)
Pozdrawiam i do następnego!
Mari:)))

PS.: Dziękuję Zofren za komentarze pod ostatnimi rozdziałami:) Dzięki Tobie miałam chęć pisania następnych rozdziałów;) Serdecznie pozdrawiam:)

Komentujesz= motywujesz
1 komentarz= następny rozdział

2 komentarze:

  1. Szczerze to tak się w czułam w rozdział że pod koniec się wzruszylam. Nie mogłam się tego momentu doczekać!!!
    Każdy twój następny rozdział jest coraz lepszy i za każdym razem nie mogę doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo!! Świetny rozdział. Przepraszam Cię bardzo za to że nie bywam tu za często ostatnio miałam mało czasu😔 Jaki wspaniały rozdzial i jak słodko się skończył! Czekam na następny!!!

    OdpowiedzUsuń