Rozdział Dwudziesty Piąty- Epilog
Sześć lat później
Monika
- Mamooooo- mały chłopczyk tak bardzo do niego podobny, pociągnął mnie za nogawkę spodni.
- Tak, kochanie?- oderwałam się na chwilę od gotowania obiadu.
- Michał na mnie nakrzyczał.- powiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy. Uklęknęłam obok niego.
- Dlaczego na ciebie nakrzyczał?- pogłaskałam go po głowie. On spojrzał na mnie szklistymi oczami.
- No bo grałem w piłkę w waszej sypialni i ta piłka wpadła na komodę i jakieś zdjęcie jakiś pani się przewróciło i zbiło, a Michał na mnie nakrzyczał.- wyszeptał. Łzy popłynęły po jego policzkach. Przytuliłam go do siebie. Wiedziałam o jakie zdjęcie mu chodziło. Gdy trochę się uspokoił zaprowadziłam go do salonu, gdzie na kanapie siedziała rok starsza od niego dziewczynka i oglądała bajkę.
- Michał?- stanęłam w drzwiach. Wysoki blondyn siedział na łóżku i patrzył na zdjęcie. Podeszłam i usiadłam obok niego. Na zdjęciu była piękna, brązowowłosa kobieta z dwumiesięcznym chłopcem na rękach. Za nimi w tle stała choinka. Zdjęcie zrobiono trzy lata temu.
- Przepraszam, że na niego nakrzyczałem.-powiedział i spojrzał na mnie. Potarłam jego ramię, a potem przybliżyłam się i krótko pocałowałam w usta.
- Nie szkodzi. Kiedyś zrozumie. Muszę wyjść na godzinę, dwie. Dokończysz obiad i dasz go dzieciakom?- spytałam.
- Tak. - uśmiechnął się, a ja znów go pocałowałam.
Gdy stanęłam przed grobem wspomnienia jak zwykle zalały mój umysł. Dolałam wody do kwiatów i pozapalałam znicze, które się wypaliły. Następnie zmówiłam modlitwę i usiadłam na ławeczce.
- Cześć, kochanie. Bardzo za tobą tęsknie.- powiedziałam patrząc na nagrobek, a łzy zaczęły gromadzić się w moich oczach.- Teraz, kiedy twój synek znowu urósł jest mi trudniej, bo jeszcze bardziej cię przypomina.- uśmiechnęłam się smutno. - Jest bardzo mądry i bystry. Panie w przedszkolu go chwalą.- odetchnęłam głośno. - Mówiłam już, że za tobą tęsknię?- zaśmiałam się przez łzy. - Wiem, że mam szczęście, bo poznałam Michała, ale on nigdy mi ciebie nie zastąpi. Kocham cię i nigdy nie przestanę.
Gdy wróciłam do domu dzieci siedziały w swoich pokojach. Martynka robiła coś do szkoły, a mój syn zapewne bawił się klockami lego, które dostał od dziadków na swoje piąte urodziny.
Usiadłam na kanapie przed telewizorem i wtuliłam się w ciało Michała. Myślałam o tym jak bardzo zmieniło się moje życie: od śmierci Marcina minęło sześć lat, jestem po trzydziestych urodzinach, mój syn skończył niedawno pięć lat. Mam nowego partnera, który również ma złamane serce z powodu śmierci miłości jego życia. Jego żona ginęła w wypadku samochodowym wraz z ich półrocznym dzieckiem, a on został z córką, która aktualnie chodzi do pierwszej klasy podstawówki. Mieszkamy w domu, o jakim zawsze marzyliśmy z Marcinem. Nie za duży, jednopiętrowy z parterem i strychem. Na dole salon, kuchnia, łazienka i nasza sypialnia, a na górze pokoje dzieciaków i druga łazienka. Niewielki ogród za domem i garaż.
Co do mojej pracy to dalej pracuję w tamtym przedszkolu z Marysią. Michał ma firmę architektoniczną.
Żyjemy razem. Mimo że skrzywdzeni przez życie, to szczęśliwi. Marzyłam o znalezieniu miłości mojego życia, założeniu rodziny, wymarzonej pracy. To wszystko się spełniło, więc i ja jestem spełniona.
Hmmmm co tu powiedzieć? Kończę tego bloga szczęśliwa, że udało mi się go napisać. To opowiadanie to było moje marzenie od bardzo dawna, ale bałam się że mi się nie uda, że mi nie wyjdzie. Wiem, że ta historia nie jest idealna, ten blog nie jest idealny, ale starałam się. Jest to moje pierwsze opowiadanie, dopiero się uczę.
Blog został założony dwudziestego dziewiątego marca bieżącego (jeszcze) roku, a to oznacza że ma dziewięć miesięcy i trzy dni. Bardzo dziękuję za łącznie 82 komentarze i 2560 wyświetleń!
Była to dla mnie niezwykła przygoda i mam nadzieję że w Was też pozostawi to jakiś ślad, choćby taki że wspomagaliście mnie i byliście ze mną. Mam również nadzieję że to nie koniec mojej przygody z pisaniem, a dopiero jej początek. Może kiedyś spotkamy się na innym blogu mojego autorstwa?
Pozdrawiam i w nowym roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze i aby był on jeszcze lepszy niż poprzedni!
Mari:)))
- Przepraszam, że na niego nakrzyczałem.-powiedział i spojrzał na mnie. Potarłam jego ramię, a potem przybliżyłam się i krótko pocałowałam w usta.
- Nie szkodzi. Kiedyś zrozumie. Muszę wyjść na godzinę, dwie. Dokończysz obiad i dasz go dzieciakom?- spytałam.
- Tak. - uśmiechnął się, a ja znów go pocałowałam.
Gdy stanęłam przed grobem wspomnienia jak zwykle zalały mój umysł. Dolałam wody do kwiatów i pozapalałam znicze, które się wypaliły. Następnie zmówiłam modlitwę i usiadłam na ławeczce.
- Cześć, kochanie. Bardzo za tobą tęsknie.- powiedziałam patrząc na nagrobek, a łzy zaczęły gromadzić się w moich oczach.- Teraz, kiedy twój synek znowu urósł jest mi trudniej, bo jeszcze bardziej cię przypomina.- uśmiechnęłam się smutno. - Jest bardzo mądry i bystry. Panie w przedszkolu go chwalą.- odetchnęłam głośno. - Mówiłam już, że za tobą tęsknię?- zaśmiałam się przez łzy. - Wiem, że mam szczęście, bo poznałam Michała, ale on nigdy mi ciebie nie zastąpi. Kocham cię i nigdy nie przestanę.
Gdy wróciłam do domu dzieci siedziały w swoich pokojach. Martynka robiła coś do szkoły, a mój syn zapewne bawił się klockami lego, które dostał od dziadków na swoje piąte urodziny.
Usiadłam na kanapie przed telewizorem i wtuliłam się w ciało Michała. Myślałam o tym jak bardzo zmieniło się moje życie: od śmierci Marcina minęło sześć lat, jestem po trzydziestych urodzinach, mój syn skończył niedawno pięć lat. Mam nowego partnera, który również ma złamane serce z powodu śmierci miłości jego życia. Jego żona ginęła w wypadku samochodowym wraz z ich półrocznym dzieckiem, a on został z córką, która aktualnie chodzi do pierwszej klasy podstawówki. Mieszkamy w domu, o jakim zawsze marzyliśmy z Marcinem. Nie za duży, jednopiętrowy z parterem i strychem. Na dole salon, kuchnia, łazienka i nasza sypialnia, a na górze pokoje dzieciaków i druga łazienka. Niewielki ogród za domem i garaż.
Co do mojej pracy to dalej pracuję w tamtym przedszkolu z Marysią. Michał ma firmę architektoniczną.
Żyjemy razem. Mimo że skrzywdzeni przez życie, to szczęśliwi. Marzyłam o znalezieniu miłości mojego życia, założeniu rodziny, wymarzonej pracy. To wszystko się spełniło, więc i ja jestem spełniona.
Hmmmm co tu powiedzieć? Kończę tego bloga szczęśliwa, że udało mi się go napisać. To opowiadanie to było moje marzenie od bardzo dawna, ale bałam się że mi się nie uda, że mi nie wyjdzie. Wiem, że ta historia nie jest idealna, ten blog nie jest idealny, ale starałam się. Jest to moje pierwsze opowiadanie, dopiero się uczę.
Blog został założony dwudziestego dziewiątego marca bieżącego (jeszcze) roku, a to oznacza że ma dziewięć miesięcy i trzy dni. Bardzo dziękuję za łącznie 82 komentarze i 2560 wyświetleń!
Była to dla mnie niezwykła przygoda i mam nadzieję że w Was też pozostawi to jakiś ślad, choćby taki że wspomagaliście mnie i byliście ze mną. Mam również nadzieję że to nie koniec mojej przygody z pisaniem, a dopiero jej początek. Może kiedyś spotkamy się na innym blogu mojego autorstwa?
Pozdrawiam i w nowym roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze i aby był on jeszcze lepszy niż poprzedni!
Mari:)))
wow!!Masz już tyle wyświetleń.Jak zwykle rozdział był super. Mam nadzieję że to nie ostatnie twoje opowiadanie.Trochę mi smutno że Marcin umarł. Ta historia bardzo mi się podobała. Szkoda że to już koniec. Życzę ci weny i motywacji do dalszego pisani ;)
OdpowiedzUsuńpisania*
OdpowiedzUsuńBlog jest świetny bardzo wciągnęłam się w historię. Nie mogę się doczekać następnych twoich opowiadań ( o ile będziesz dalej je pisać). :)
OdpowiedzUsuńPrzypadkowo weszłam... ile wspomnień♡ Najcudowniejsze jest to, że wyświetleń wciąż przybywa! Jeszcze w tym roku kolejne opowiadanie, mam nadzieję, że że mną będziecie
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, Mari:)))