niedziela, 14 stycznia 2018

Nowe opowiadanie

Hej kochani! Chciałabym zaprosić Was (z dwutygodniowym opóźnieniem) na mojego nowego bloga!
Powstał on dokładnie rok po zakończeniu tego:) Mam nadzieję, że ze mną będziecie i przyjmiecie nowe opowiadanie równie dobrze, co historię Moniki i Marcina. Dziękuje Wam za 3 662 wyś.!
Adres nowego bloga:
Foreverchildchildforever.blogspot.com
Pozdrawiam i czekam tam na Was!
Mari:)))

sobota, 31 grudnia 2016

Rozdział Dwudziesty Piąty- Epilog

               Rozdział Dwudziesty Piąty- Epilog

Sześć lat później

Monika

- Mamooooo- mały chłopczyk tak bardzo do niego podobny, pociągnął mnie za nogawkę spodni.
- Tak, kochanie?- oderwałam się na chwilę od gotowania obiadu.
- Michał na mnie nakrzyczał.- powiedział, a w jego oczach pojawiły się łzy. Uklęknęłam obok niego.
- Dlaczego na ciebie nakrzyczał?- pogłaskałam go po głowie. On spojrzał na mnie szklistymi oczami.
- No bo grałem w piłkę w waszej sypialni i ta piłka wpadła na komodę i jakieś zdjęcie jakiś pani się przewróciło i zbiło, a Michał na mnie nakrzyczał.- wyszeptał. Łzy popłynęły po jego policzkach. Przytuliłam go do siebie. Wiedziałam o jakie zdjęcie mu chodziło. Gdy trochę się uspokoił zaprowadziłam go do salonu, gdzie na kanapie siedziała rok starsza od niego dziewczynka i oglądała bajkę. 
- Michał?- stanęłam w drzwiach. Wysoki blondyn siedział na łóżku i patrzył na zdjęcie. Podeszłam i usiadłam obok niego. Na zdjęciu była piękna, brązowowłosa kobieta z dwumiesięcznym chłopcem na rękach. Za nimi w tle stała choinka. Zdjęcie zrobiono trzy lata temu.
- Przepraszam, że na niego nakrzyczałem.-powiedział i spojrzał na mnie. Potarłam jego ramię, a potem przybliżyłam się i krótko pocałowałam w usta.
- Nie szkodzi. Kiedyś zrozumie. Muszę wyjść na godzinę, dwie. Dokończysz obiad i dasz go dzieciakom?- spytałam.
- Tak. - uśmiechnął się, a ja znów go pocałowałam.

Gdy stanęłam przed grobem wspomnienia jak zwykle zalały mój umysł. Dolałam wody do kwiatów i pozapalałam znicze, które się wypaliły. Następnie zmówiłam modlitwę i usiadłam na ławeczce.
- Cześć, kochanie. Bardzo za tobą tęsknie.- powiedziałam patrząc na nagrobek, a łzy zaczęły gromadzić się w moich oczach.-  Teraz, kiedy twój synek znowu urósł jest mi trudniej, bo jeszcze bardziej cię przypomina.- uśmiechnęłam się smutno. - Jest bardzo mądry i bystry. Panie w przedszkolu go chwalą.- odetchnęłam głośno. - Mówiłam już, że za tobą tęsknię?- zaśmiałam się przez łzy. - Wiem, że mam szczęście, bo poznałam Michała, ale on nigdy mi ciebie nie zastąpi. Kocham cię i nigdy nie przestanę.

Gdy wróciłam do domu dzieci siedziały w swoich pokojach. Martynka robiła coś do szkoły, a mój syn zapewne bawił się klockami lego, które dostał od dziadków na swoje piąte urodziny.
Usiadłam na kanapie przed telewizorem i wtuliłam się w ciało Michała. Myślałam o tym jak bardzo zmieniło się moje życie: od śmierci Marcina minęło sześć lat, jestem po trzydziestych urodzinach, mój syn skończył niedawno pięć lat. Mam nowego partnera, który również ma złamane serce z powodu śmierci miłości jego życia. Jego żona ginęła w wypadku samochodowym wraz z ich półrocznym dzieckiem, a on został z córką, która aktualnie chodzi do pierwszej klasy podstawówki. Mieszkamy w domu, o jakim zawsze marzyliśmy z Marcinem. Nie za duży, jednopiętrowy z parterem i strychem. Na dole salon, kuchnia, łazienka i nasza sypialnia, a na górze pokoje dzieciaków i druga łazienka. Niewielki ogród za domem i garaż.
Co do mojej pracy to dalej pracuję w tamtym przedszkolu z Marysią. Michał ma firmę architektoniczną.
Żyjemy razem. Mimo że skrzywdzeni przez życie, to szczęśliwi. Marzyłam o znalezieniu miłości mojego życia, założeniu rodziny, wymarzonej pracy. To wszystko się spełniło, więc i ja jestem spełniona.

Hmmmm co tu powiedzieć? Kończę tego bloga szczęśliwa, że udało mi się go napisać. To opowiadanie to było moje marzenie od bardzo dawna, ale bałam się że mi się nie uda, że mi nie wyjdzie. Wiem, że ta historia nie jest idealna, ten blog nie jest idealny, ale starałam się. Jest to moje pierwsze opowiadanie, dopiero się uczę.
Blog został założony dwudziestego dziewiątego marca bieżącego (jeszcze) roku, a to oznacza że ma dziewięć miesięcy i trzy dni. Bardzo dziękuję za łącznie 82 komentarze i 2560 wyświetleń!
Była to dla mnie niezwykła przygoda i mam nadzieję że w Was też pozostawi to jakiś ślad, choćby taki że wspomagaliście mnie i byliście ze mną. Mam również nadzieję że to nie koniec mojej przygody z pisaniem, a dopiero jej początek. Może kiedyś spotkamy się na innym blogu mojego autorstwa?
Pozdrawiam i w nowym roku życzę Wam wszystkiego co najlepsze i aby był on jeszcze lepszy niż poprzedni!
Mari:)))

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział Dwudziesty Czwarty

                   Rozdział Dwudziesty Czwarty


Dwa miesiące później

Monika

- Dzień dobry, kochanie.- powiedział Marcin przytulając się do mnie od tyłu. Właśnie robiłam mu śniadanie, a on wyszedł spod prysznica.
- Dzień dobry.- odpowiedziałam uśmiechając się. Zalałam herbatę wodą, wyślizgnęłam się spod ramion mojego męża i podeszłam do stołu stawiając na nim kubek. Marcin usiadł i zaczął jeść dziękując mi przedtem. Spojrzałam na zegarek: 5:20. Pocałowałam jeszcze Marcina w policzek i poszłam do łóżka.
Obudziły mnie okropne mdłości. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam wczorajszą kolację. Usiadłam obok sedesu i oparłam się plecami o ścianę głęboko oddychając. Odgarnęłam z twarzy włosy i spięłam je w wysoką kitkę, a następnie wstałam i umyłam zęby oraz przemyłam twarz wodą. Poszłam do kuchni i spojrzałam na zegarek: 6:57. Nie chciało mi się już nic jeść, ale jednak wiedziałam że coś muszę dlatego wzięłam po prostu suchą bułkę i zaparzyłam sobie herbatę. Gdy już zjadłam i pozmywałam, poszłam do łazienki wziąć prysznic. Następnie ubrałam się, wysuszyłam włosy i związałam je w koka, zrobiłam lekki makijaż, spakowałam do torby potrzebne rzeczy i wyszłam do pracy. Po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zaczęły zbierać się dzieciaki, więc rozłożyłyśmy z Marysią talerze dla każdego dziecka oraz jeden większy talerz na środku z kanapkami.
Jakieś dwie godziny później znowu złapały mnie mdłości. Szybko pobiegłam do łazienki i znowu zwróciłam ostatni posiłek.
- Monia? Wszystko ok?- usłyszałam Marysię, która weszła za mną do łazienki. Spuścił wodę, wyszłam z kabiny i przepłukałam wodą z kranu buzię.
- Wszystko dobrze. Po prostu dzisiaj zaczęły brać mnie wymioty. Nie wiem dlaczego.-odpowiedziałam i oparłam się o ścianę, ponieważ zaczęło kręcić mi się w głowie. Oddychałam głęboko.
- Ale zjadłaś coś czy bierze cię jakąś grypa?- dopytywała.
- Nie mam pojęcia.- osunęłam się po ścianie.
- A okres ci się przypadkiem nie spóźnia?- po krótkim zastanowieniu spytała. Nagle zrobiło mi się zimno. Chyba zbladłam.
- O mój Boże. Spóźnia! Ale myślisz że ja...?
- Myślę że musisz iść do lekarza.

Tydzień później wróciłam z pracy godzinę później niż zwykle. Byłam na USG." Jestem w ciąży!"- ta myśl krzyczała w mojej głowie od wyjścia z przychodni.
Weszłam do domu i zaczęłam odgrzewać obiad z wczoraj, myśląc jednocześnie jak przekażę to Marcinowi. Na pewno się ucieszy. Od ślubu zdarzały nam się rozmowy o dzieciach i mój mąż zawsze mówił że chciałby je mieć jak najszybciej.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek- wpół do szóstej. Marcin kończy pracę o szóstej.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Piotrek. Co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona.
- Monika... nie wiem jak mam ci to powiedzieć...tak bardzo mi przykro.
- Ale co się stało?- w jego oczach zaszkliły się łzy.
- Mieliśmy zgłoszenie o wypadku samolotowym. Rozbił się, a w środku byli ludzie, jeszcze żyjący. I Marcin... on wszedł tam po nich i... i kiedy wychodził to... skrzydło samolotu...- zaszlochał. A ja nagle zrozumiałam. Serce najpierw zamarło mi w piersi, a potem zaczęło bić sto razy szybciej.
- Nie, nie, nie... on nie.... błagam! Powiedz że on żyje!- płakałam i osunęłam się na ziemię. Piotrek tylko pokręcił głową.
- Tak mi przykro Monia... naprawdę...

Hej,
Przedostatni rozdział za nami! Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale rozdział został napisany na telefonie, ponieważ jestem w Płocku u rodziny i nie wzięłam swojego laptopa:(
Następny rozdział już niedługo, postaram dodać się go przed nowym rokiem.
Pozdrawiam
Mari:)))

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Rozdział Dwudziesty Trzeci

                        Rozdział Dwudziesty Trzeci

Około trzy miesiące później

Monika

To dzisiaj. To już dzisiaj. Czuję jak serce wali mi w piersi, a oddech przyspiesza. Jak pocą mi się ręce i jak drżą mi nogi. O Boże, zaraz zemdleję. Już nie wytrzymam, nie dam rady.
-Monia! Przestań się tak denerwować. Przecież tylko cię czeszę.- karcącym głosem mama wybudziła mnie z tego letargu pędzących myśli. Odetchnęłam głęboko i spojrzałam na nią w odbiciu lustra.
- Przepraszam. Po prostu... jak tylko o tym pomyślę to... mam wrażenie że zaraz zemdleję i...
- Spokojnie. Uspokój się. To tylko ślub. W dodatku masz jeszcze półtorej godziny. Możesz się jeszcze rozmyślić...
- Wiem mamo, ale nie chcę się rozmyślać. A co jeśli on się rozmyśli?- spytałam ze strachem i od nowa zaczęło mi się robić niedobrze.
- Marcin? To on się przecież oświadczył więc dlaczego miałby się rozmyślać? Poza tym kocha cię nad życie.

- Gotowa?- spytał mnie tata gdy razem stanęliśmy przed wejściem do kościoła. Za chwilę rozbrzmią pierwsze dźwięki organów i wtedy my wejdziemy. Wtedy zobaczę Marcina, a on mnie. Od rana się nie widzieliśmy.
Mimo że tego momentu nie mogłam się doczekać, teraz przyszedł ogromny stres. A co jeśli coś pójdzie nie tak? Jeśli coś się wydarzy, a ta chwila nie wróci? Po głowie krążą mi również pytania typu: Co jeśli się potknę, przewrócę, zwymiotuję? Chyba spaliłabym się ze wstydu...
- Nie wiem. Chyba nigdy nie będę.- odpowiedziałam w końcu.
- Nie martw się. Ja też bardzo się stresuję. Pierwszy raz będę prowadził córkę do ołtarza.
- Ja pierwszy raz będę szła do ołtarza, tato. Uwierz, że ja stresuję się bardziej.
- Wierzę. No, zostały dwie minuty.- powiedział patrząc na zegarek.
Tata wziął mnie pod rękę i oboje się wyprostowaliśmy. Wzięłam głęboki oddech i drzwi się otworzyły. Ruszyliśmy...

- Marcin!- krzyknęłam wesoło kiedy mój mąż... tak, od niecałej godziny już mąż wziął mnie na ręce jak pannę młodą, którą w rzeczywistości byłam. On tylko się zaśmiał i zaczął wchodzić po schodach na piętro, gdzie znajdowała się nasza sala weselna. Wszyscy nasi goście już tam na nas czekali.
Gdy weszliśmy nasze rodziny i przyjaciele zaczęli bić brawo. DJ przez mikrofon zapowiedział nasz pierwszy taniec. Wszyscy ustawili się w kole, a my po środku. Ustawiliśmy się tak, jak uczył nas nasz trener. Rozbrzmiały pierwsze dźwięki walca. Tańczyliśmy choreografię patrząc sobie w oczy i uśmiechając się do siebie. Kątem oka widziałam jak nasze matki znów się wzruszają (płakały również na ślubie w kościele). Gdy skończyliśmy i ukłoniliśmy się, rozległy się brawa.

Całą noc spędziłam na jedzeniu, tańcu, śmianiu się... Marcin zresztą też i wszyscy obecni również. Wesele zakończyło się o piątej nad ranem. Przyjaciel Marcina, który nie może pić alkoholu, odwiózł nas do mieszkania. Byłam tak padnięta, że nawet nie ściągnęłam sukni, a Marcin ze swojego garnituru pozbył się jedynie marynarki. Zasnęliśmy w swoich objęciach z jedną myślą: naprawdę jesteśmy rodziną...

Hej,
Mam nadzieję że rozdział się Wam podoba:) Do końca zostały nam jeszcze dwa!
Dziękuję Zofren i Karolinie Jurczak za komentarze:)
Następny rozdział pojawi się albo w Wigilię albo dzień/dwa po:)
Pozdr. Mari

PS.: Przepraszam że rozdział taki krótki, ale takie opisy średnio mi wychodzą i nigdy nie mam pomysłu jak je napisać:(

niedziela, 27 listopada 2016

Rozdział Dwudziesty Drugi cz.2

              Rozdział Dwudziesty Drugi cz.2


Monika

Nasze wspólne planowanie skończyło się na wystroju kościoła i sali weselnej oraz wstępnej listy gości. Podjechałyśmy również do salonu sukien ślubnych i wybrałam sobie cztery, które najbardziej mi się podobały. Jedna ( tej raczej ostatecznie nie wezmę ) ma biały dekolt w serce i jest bez ramiączek. Od bioder robi się z niej taka tiulowa "bombka" t.z. biała, tiulowa spódnica bardzo się rozkloszowuje i tworzy taką bombkę. Druga jest biało-srebrna. Ma prosty, zaokrąglony dekolt, rękaw trzy czwarte, i przedłużony tył. Do pasa jest biała, przód spódnicy też, ale przedłużony tył tak, jak pasek na biodrach srebrny.
Kolejna jest cała z białej koronki i sięga do samej ziemi. Rękawy trzy czwarte z prześwitującej koronki. Ta chyba podoba mi się najbardziej. Ostatnia również sięga do ziemi, dekolt ma w serce i jest bez ramiączek. Cała tiulowa.
Wieczorem mama zadzwoniła na plebanię z pytaniem czy dwudziesty drugi maja jest już przez kogoś zajęty i oczywiście okazało się że nie. Tak więc ślub odbędzie się dwudziestego drugiego maja o godzinie siedemnastej. Wesele w domu weselnym dziesięć minut drogi od kościoła. Tam mama również zadzwoniła i ustaliła że sala będzie biało-niebiesko-czerwona. Myślę że do kwietnia wszystko będzie już ustalone.

Trzy miesiące później

- No i jak? Podoba się państwu?- spytała właścicielka domu weselnego " Selena". Właśnie razem z naszymi rodzicami oglądamy naszą salę weselną, którą próbnie ozdobiono i ustawiono stoły. Jest cudowna: mieści na piętrze ponieważ na parterze jest recepcja, toalety i ogromna kuchnia. Gdy wchodzi się na piętro są dwuskrzydłowe drzwi, na przeciwko których pod ścianą stoi stół tworzący niezamknięty prostokąt. Jest jeden stół dokładnie naprzeciwko wejścia przeznaczony dla pary młodej i świadków, a od niego wychodzą dwa kolejne stoły pod dwóch różnych bokach naszego stołu.
Po prawej od drzwi jest malutka scena, na której będzie DJ. A pomiędzy nim, a stołami jest spora przestrzeń tworząca parkiet. Na ścianach są zawieszone nie tylko nasze wspólne zdjęcia, ale i te z dzieciństwa. Wszystkie oprawione w niebieskie ramki.
Krzesła przy stołach są w specjalnych, białych "pokrowcach"*, na których oparciach są przypięte czerwone kokardy. Obrusy są białe, talerze też, a serwetki na zmianę czerwone i niebieskie. Na stołach są również czerwone wazony, a w nich śliczne, niebieskie kwiaty, których nazwy nie znam.
- Mi się bardzo podoba. A tobie Monia?- spytała mama. Spojrzałam w oczy Marcina i wiedziałam że on też chce aby na tej sali choćby za chwilę odbyło się nasze wesele.
-Tak, jest prześlicznie.- odpowiedziałam z uśmiechem.
-To bardzo się cieszę.- odpowiedziała pani Natalia- właścicielka, jak się nam na początku przedstawiła.- Może zejdźmy teraz do kuchni. Nasi kucharze zrobili próbne dania, które sobie państwo życzyli.

Wróciliśmy do mieszkania bardziej szczęśliwi niż z niego wychodziliśmy.
- Matko, nie mogę się doczekać.- powiedziałam przytulając się do Marcina.
-Ja też kochanie. Jeszcze tylko niecałe trzy miesiące.- pocałował mnie w usta.- Jestem padnięty. Chyba pójdę się już położyć.- pocałował mnie jeszcze w czoło i poszedł do sypialni. Spojrzałam na zegarek: 21: 23. Nie dziwię się Marcinowi. Po dwunastu godzinach pracy wrócić do domu na dwadzieścia minut aby wziąć prysznic, przebrać się i zjeść zupę, a potem jechać na plebanię by ustalać jak będzie przebiegał nasz ślub, a następnie do domu weselnego by ustalać jak będzie wyglądało nasze wesele musi być męczące. Ja cały dzień siedziałam w domu, ponieważ dzisiaj sobota i nie szłam do pracy, dlatego stwierdziłam że obejrzę jeszcze jakiś film, a dopiero potem się położę.
Cały film zamiast oglądać spędziłam na rozmyślaniu jak to wszystko będzie przebiegać i jak będzie wyglądała nasza przyszłość? Mam nadzieję że po ślubie przyjdzie czas na kupno jakiegoś większego mieszkania, a potem na dzieci, wnuków, a następnie na emerytury i spokojne starzenie się...

* Nie wiem jak to się nazywa, ale na krzesła nakłada się takie białe jakby pokrowce, ale eleganckie. Zakłada się je właśnie na ślubach, komuniach i.t.p.
Mama nadzieję że cały ten opis jakoś zrozumieliście bo nie do końca umiem pisać takie rzeczy i może to być niezrozumiałe.

Hej,
Chyba domyślacie się co będze w następnym rozdziale?;)
Mam nadzieję że ten się Wam podoba i że wogóle wytrwacie ze mną do końca. Nie dużo nam zostało: 3 rozdziały!
Pozdrawiam i do następnego!
Mari:)))

Komentujesz=Motywujesz
1 komentarz=następny rozdział

sobota, 26 listopada 2016

Rozdział Dwudziesty Drugi cz.1

                     Rozdział Dwudziesty Drugi cz.1

Parę tygodni później

Monika

 Jak co rano obudził mnie szum wody. Marcin brał prysznic przed pójściem do pracy. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Dziesięć minut po piątej. Znów wtuliłam głowę w poduszkę i mocniej owinęłam się kołdrą.

- Do zobaczenia kochanie.- cichy szept tuż przy moim uchu na nowo mnie obudził. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Marcina, który stał przy łóżku.- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.- powiedział cicho i odgarnął moje włosy z czoła.
- Nic się nie stało. Już wychodzisz?- upewniłam się i wstałam z łóżka aby się do nie przytulić. Objął mnie mocno ramionami.
- Tak, ale ty możesz jeszcze pospać.
- Raczej już nie zasnę, ale mogę się położyć.- odpowiedziałam całując jego usta i na nowo kładąc się pod kołdrę.
- Dobrze. Do zobaczenia.- uśmiechnął się i wyszedł z mieszkania.
Mimo tego że nie planowałam już spać, jednak zasnęłam. Obudziłam się 40 minut później i wzięłam prysznic. Gdy już byłam wykąpana ubrałam się w dżinsy* i białą podkoszulkę, a na to czarną koszulę z przedłużonym tyłem. Do tego szary sweterek. Włosy związałam w kitkę i zrobiłam delikatny makijaż. Następnie pościeliłam łóżko i zrobiłam sobie śniadanie, a gdy już zjadłam umyłam zęby, popsikałam się perfumami, upewniłam się że mam pierścionek zaręczynowy i w ciepłej kurtce i kozakach wyszłam z domu.
Do przedszkola dotarłam po piętnastu minutach. Weszłam do naszej sali gdzie już czekała Marysia- moja koleżanka, z którą opiekowałam się naszą grupą.
-Hej, jak tam święta?- zapytała gdy mnie zobaczyła. Marysia to niska brunetka o ślicznych ciemno-niebieskich oczach, szerokim uśmiechu i ogromnym sercu. Ma 25 lat, a praca w tym przedszkolu jest jej drugą pracą. Wcześniejsze przedszkole niestety nie przetrwało bo miało za mało dzieci.
 Odwiesiłam kurtkę na wieszak i podeszłam ją przytulić.
-Cześć, wszystko dobrze. Święta były cudowne. Co dostałaś od Mikołaja?- spytałam, a jej oczy od razu się rozświetliły. Mikołaj to jej mąż. Są małżeństwem prawie dwa i pół roku. Wiem o nich tyle, że poznali się gdy Marysia była jeszcze na studiach, a dokładnie na drugim roku. Zaczęli się spotykać, a gdy dziewczyna zrobiła licencjat Miko się jej oświadczył i zamieszkali razem. W wakacje po ukończeniu studiów przez brunetkę wzięli ślub i kupili większe mieszkanie. Marysia nie może mieć dzieci więc postanowili że adoptują jakieś. Padło na Karola, który niedługo ukończy półtora roczku.
- Och, dostałam pieska!- zaśmiała się dźwięcznie, a ja wybałuszyłam oczy. Pieska?!
-Kupił ci psa?- zapytałam nie dowierzając.
- Wziął ze schroniska. Pamiętasz, jak opowiadałam ci że byliśmy w listopadzie u siostry Mikołaja w schronisku?-spytała wstawiając dla nas wodę na herbatę.
- No, pamiętam.
- No i tam był taki mały, szaro-biały piesek, który ogromnie mi się spodobał. Powiedziałam to Mikiemu i poszliśmy z tym pieskiem i trzema innymi na spacer. Mikołaj musiał zauważyć jak bardzo polubiłam tego pieska, no i dał mi go pod choinkę.- uśmiechnęła się wesoło.- A ty? Co dostałaś od Marcina?- do tego właśnie zmierzałam.
- Ja... dostałam....- specjalnie mówiłam wolno.
-No, powiedz!
- Dostałam od niego pierścionek zaręczynowy!- wykrzyknęłam szczęśliwa, a ona rzuciła się na mnie mocno mnie przytulając.
- O mój Boże! To wspaniale! Cudownie! Pokaż!- pokazałam go jej, a ona zaczęła go zachwalać. Mi tez ogromnie się podoba: wąski, srebrny, z delikatnym szafirem.- Piękny! Przepiękny!

Gdy wróciłam do domu zadzwoniła do mnie mama mówiąc że musimy spotkać się razem z mamą Marcina, Magdą, Anią i Kasią i zacząć przygotowania do ślubu. Trochę się zdziwiłam, no bo przecież minęło dopiero parę tygodni, nawet nie miesiąc, ale matka się uparła. No i ustaliłyśmy że wszystkie przyjedziemy do Wrocławia za tydzień w weekend.

Tydzień później

Od trzech godzin siedzimy w moim rodzinnym domu i przeglądamy różne katalogi. Przyjechałam już wczoraj wieczorem i razem z mamą i Anią wybrałyśmy miejsce na wesele: uroczy, biały dom weselny niedaleko kościoła, w którym odbędzie się ślub. Dzisiaj dojechały Magda i Kasia i wstępnie wybrałyśmy dekoracje, ale teraz patrzymy na suknie ślubne.
- Po obiedzie trzeba pójść do salonu aby po przymierzać.- stwierdziła mama.
- Mamo, nie jest za wcześnie? Przecież nie mamy nawet daty!- powiedziałam zirytowana. Trochę mnie to wszystko zaczynało denerwować. Przecież mamy na to wszystko mnóstwo czasu! Mogę wziąć ślub na przykład za rok, albo dwa lata! I co wtedy?
- Ja bym proponowała maj. Najlepiej końcówkę maja.- powiedziała Kasia.
-Tak! To idealny czas na ślub.- zawtórowała Magda.
- Mi też się podoba.
- No więc? Monia, zgadzasz się?- spytała mama. Chyba nie mam wyboru. Sama chciałabym wyjść za Marcina jak najszybciej.
- Okej, niech będzie końcówka maja.- potwierdziłam.


* Nie wiem czy zapisuje się jeansy czy dżinsy

Hej, 
Postanowiłam że podzielę rozdział dwudziesty drugi na dwie części, ponieważ tak będzie mi po prostu łatwiej. Mam nadzieję że pierwsza część się Wam podoba?
Przypominam że rozdziałów będzie 25, z czego dwudziesty pięty będzie epilogiem. Mam już wszystko zaplanowane i teraz trzeba to wszystko napisać:) Myślę że do nowego roku spokojnie się wyrobię, a tymczasem druga część tego rozdziału powinna pojawić się do następnej niedzieli:)
Pozdr. Mari:)))

czwartek, 24 listopada 2016

Rozdział Dwudziesty Pierwszy

                          Rozdział Dwudziesty Pierwszy


Parę dni później

Monika

Od naszej cudownej Wigilii minęło dokładnie osiem dni, co oznacza że dziś jest Sylwester. Spędzimy go razem z moim bratem i jego żoną oraz siostrą Marcina i jej " kolegą" ( wszyscy doskonale wiedzą że to nie jest zwykły kolega ) tutaj w Płocku. Równo na dwudziestą pierwszą jesteśmy umówieni w takim restauracjo-barze o nazwie " Czarny byk ". 
Na razie mamy godzinę trzynastą z kawałkiem i właśnie dojeżdżamy pod dom rodziców Marcina gdzie zjemy obiad, a następnie razem z Magdą wrócimy do Płocka. Tam rudowłosa odbierze z dworca swojego " kolegę ", z którym zatrzyma się w hotelu.

- To co? Chyba się już zbieramy?- spytał się Marcin gdy byliśmy już po rozmowie na temat zaręczyn i ślubu z jego matką.
- O nieeee posiedźcie jeszcze trochę...- poprosiła nas Emilia ( mama Marcina ).
- Niestety mamo, czas się pożegnać.- mój narzeczony ( wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić ) powoli podniósł się z kanapy i podał mi rękę chcąc pomóc wstać mi. Podniosłam się i ruszyliśmy do przedpokoju, a Magda i jej rodzice za nami. Założyłam swoje brązowe kozaki, ciepły czarny płaszcz, szalik i czapkę i podeszłam się pożegnać. Najpierw przytuliłam się do Emilii, a następnie do Piotra ( taty Marcina ). Marcin zrobił to przede mną więc teraz czekaliśmy tylko na Magdę, która musiała jeszcze pójść do swojego pokoju na piętrze aby pożegnać się ze śpiącym synkiem, który musiał zostać z dziadkami. Gdy już wszyscy się ze wszystkimi pożegnali wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu po czym odjechaliśmy.

Poszłam pod prysznic gdzie umyłam ciało jak i włosy malinowym mydło-szamponem. Następnie wtarłam w ciało kokosowy balsam. Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni gdzie na łóżku leżała wyprasowana czarna sukienka na ramiączkach. Zrobiona była z wygodnego materiału, na który nałożono koronkę. Obcisła, ale nie za bardzo, do połowy uda. Do tego czarne cienkie rajstopy i czerwone szpilki, które założę dopiero w " Czarnym byku".
Zaczęłam od mocnego makijażu i włosów, które spięłam w gładkiego, wysokiego kucyka i spryskałam lakierem żeby się nie rozwaliły. Następnie ubrałam się i spryskałam perfumami. Na rękę nałożyłam jeszcze czarny zegarek, a na szyję nałożyłam wisior sięgający za klatkę piersiową zakończony dużym czerwonym sercem.

Weszliśmy do budynku pięć minut przed dwudziestą pierwszą. Marcin składał rezerwację więc wypada abyśmy byli pierwsi. Pokierowani do stolika w rogu sali przy oknie podeszliśmy i zdjęliśmy kurtki wieszając je na wieszaku. Następnie usiedliśmy przy stole gdzie mogłam spokojnie zdjąć moje ciepłe kozaki zamieniając je na obcasy. Zimowe buty odłożyłam pod wieszak. Marcin zamówił wino, a gdy kelnerka odeszłam nachylił się ku mnie i zapytał:
-Czy mówiłem ci już dzisiaj że pięknie wyglądasz?- mocno zaciągnął się powietrzem - I pachniesz? - zarumieniłam się gdy zaczął całować mnie wzdłuż szyi.
-Marcin! Jesteśmy w miejscu publicznym! Przestań!- próbowałam się od niego odsunąć, ale przyciągnął mnie do siebie. W końcu wpił się w moje wargi i wtedy nie potrafiłam się mu oprzeć. Nasz pocałunek był mocny, długi i namiętny, przepełniony miłością.
-Ej! Wiem że jesteście już narzeczeństwem, ale bez przesady! Jesteście w miejscu publicznym! - oderwaliśmy się od siebie słysząc roześmiany głos Magdy i oboje również się uśmiechnęliśmy. Ja może trochę bardziej zawstydzona. Oboje przytuliliśmy ją, a następnie przywitaliśmy się z jej towarzyszem. Był to Tomek- kolega z pracy. Wysoki, barczysty, blondyn, zielone, przejrzyste oczy i uroczy uśmiech. Na oko 35-40 lat. Nie mogę uwierzyć że nikogo nie ma. Jest przystojny i to bardzo. Gdyby nie to że mam narzeczonego i to że jest ode mnie starszy o ponad 10 lat, to pewnie by mi się spodobał.
Po jakiś pięciu minutach dołączyli do nas Igor i Kasia. Oboje razem pięknie wyglądali: Kasia w czerwonej sukience do kostek z odsłoniętymi ramionami i z koronkowymi rękawami. Włosy spięła w luźnego koka na karku. Igor w szarym garniturze z czerwonym krawatem i czerwonymi eleganckimi butami. Gdy z nimi również się przywitaliśmy mogliśmy już zamówić coś do jedzenia. Czekając na nasze zamówienie rozmawialiśmy i wnieśliśmy dwa toasty: jeden za spotkanie, a drugi za mnie i Marcina. Ten toast wzniósł mój brat na co mocno go przytuliłam, a potem przytuliłam mojego narzeczonego.
Gdy już zjedliśmy i zupy krem i spaghetti poszliśmy tańczyć. Pierwsze dwie piosenki przetańczyłam z Marcinem (to były te wolniejsze), a kolejne dwie z moim bratem (te szybsze). Następnie jedną z Tomkiem i na koniec znowu dwie z Marcinem. Potem usiedliśmy i zamówiliśmy lody. Podczas deseru, jak i po nim znów dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z opowiadanych przez Tomka historii i żartów Marcina. Potem przyszedł czas na karaoke. Zgłosiło się parę osób z innych stolików (najczęściej były to osoby trochę już wstawione).
- A może Kasia i Monia zaśpiewają tą swoją piosenkę?- zaproponował Igor. Co za dupek!
- Jaką piosenkę?- spytał z zaciekawieniem Marcin.
- No.. taką jedną romantyczną jakąś. Śpiewały to na urodzinach mojej mamy, taty Kasi i na ubiegłorocznym Sylwestrze.- odpowiedział mu Igor.- Jak to się nazywało?- zwrócił się do Kasi wiedząc że ja nie odpowiem.
- Ed Sheeran, Thinking out loud.- powiedział Kasia patrząc na mnie.
-Och kocham tą piosenkę! Musicie to zaśpiewać!- powiedziała Magda. W jej snach. W życiu nie zaśpiewam tej piosenki przed Marcinem!
Nie mam pojęcia jak to się stało, ale już po chwili prowadzący karaoke zapowiedział nas i wręczył mikrofony.
- When your leg don't work like used to before. And I can't sweep you of your feet. Will your mounth still remember the taste of my love? Will your eyes still smile from your cheeks?- zaśpiewała delikatnym głosem Kasia, podczas gdy ja stałam jak słup i tylko patrzyłam w oczy Marcina, który uspokajająco się do mnie uśmiechał. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- And darling I will be loving you 'till we're 70. And baby my heart could still fall as hard at 23. And I'm thinking 'bout how: peple fall in love in mysterious ways. Maybe just the touch of a chand. Oh me, I fall in love with every single day. And I just wanna tell you I am.- zaśpiewałam lekko drżącym głosem na początku lecz gdy spojrzałam w oczy mojego przyszłego męża ogarnął mnie spokój.
- So honey now. Take me into your loving arms. Kiss me under the light of a tousand stars. Place your head on my beating heart. I'm thinking out loud. And maybe we found love right where we are.- refren zaśpiewałyśmy razem. Potem Kasia znów zaśpiewała jedną zwrotkę następnie ja swoją i dwa refreny razem.
-Oh maybe we found love right where we are.- przedostatnie zdanie zaśpiewała Kasia.
- And maybe we found love right where we are.- dośpiewałam. Zostałyśmy nagrodzone oklaskami na stojąco i gwizdami, jednak najlepszą nagrodą było wtulenie się w Marcina i długi pocałunek z nim.
Po nas zaśpiewała Magda i Tomek szybką piosenkę Taylor Swift: Shake it off. Wszyscy świetnie się na niej bawiliśmy. Po nich zgłosił się Igor, który wystąpił z piosenką Depeche Mode: World in my eyes. Jemu również super poszło. Jednak to występ, który nastąpił po Igorze najbardziej mi sie podobał. Marcin zaśpiewał specjalnie dla mnie (powiedział to przed piosenką przez mikrofon) piosenkę Johna Legenda: All of me. Tak się wzruszyłam że musiałam pójść do toalety poprawić makijaż.
Następnie znowu tańczyliśmy, potem jeszcze coś zamówiliśmy do jedzenia i została minuta do północy. Wszyscy wyszli z restauracji i udali się do ogromnego ogrodu, za którym znajdował się las. Zaczęliśmy odliczać. Marcin stanął za mną i objął mnie. Razem ze wszystkimi głośno mówiliśmy liczby, a gdy doszliśmy do zera i wybiła północ, brunet odwrócił mnie do siebie i mocno, długo i pocałował. Nad nami wybuchały kolorowe fajerwerki i wszyscy krzyczeli, piszczeli, klaskali oraz składali sobie życzenia, jednak my byliśmy zajęci tylko sobą. Nic się dla nas nie liczyło oprócz naszej miłości.

Hejka,
Dwudziesty pierwszy rozdział za nami:) Mam nadzieję że się Wam podoba:)
Dziękuję za 2270 wyś. i łącznie 76 kom., ale i tak bardzo proszę o te komentarze!
Pozdrawiam
Mari:)))

Komentujesz=Motywujesz
1komentarz=następny rozdział