Rozdział Dwudziesty Pierwszy
Parę dni później
Monika
Od naszej cudownej Wigilii minęło dokładnie osiem dni, co oznacza że dziś jest Sylwester. Spędzimy go razem z moim bratem i jego żoną oraz siostrą Marcina i jej " kolegą" ( wszyscy doskonale wiedzą że to nie jest zwykły kolega ) tutaj w Płocku. Równo na dwudziestą pierwszą jesteśmy umówieni w takim restauracjo-barze o nazwie " Czarny byk ".
Na razie mamy godzinę trzynastą z kawałkiem i właśnie dojeżdżamy pod dom rodziców Marcina gdzie zjemy obiad, a następnie razem z Magdą wrócimy do Płocka. Tam rudowłosa odbierze z dworca swojego " kolegę ", z którym zatrzyma się w hotelu.
- To co? Chyba się już zbieramy?- spytał się Marcin gdy byliśmy już po rozmowie na temat zaręczyn i ślubu z jego matką.
- O nieeee posiedźcie jeszcze trochę...- poprosiła nas Emilia ( mama Marcina ).
- Niestety mamo, czas się pożegnać.- mój narzeczony ( wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić ) powoli podniósł się z kanapy i podał mi rękę chcąc pomóc wstać mi. Podniosłam się i ruszyliśmy do przedpokoju, a Magda i jej rodzice za nami. Założyłam swoje brązowe kozaki, ciepły czarny płaszcz, szalik i czapkę i podeszłam się pożegnać. Najpierw przytuliłam się do Emilii, a następnie do Piotra ( taty Marcina ). Marcin zrobił to przede mną więc teraz czekaliśmy tylko na Magdę, która musiała jeszcze pójść do swojego pokoju na piętrze aby pożegnać się ze śpiącym synkiem, który musiał zostać z dziadkami. Gdy już wszyscy się ze wszystkimi pożegnali wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu po czym odjechaliśmy.
Poszłam pod prysznic gdzie umyłam ciało jak i włosy malinowym mydło-szamponem. Następnie wtarłam w ciało kokosowy balsam. Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni gdzie na łóżku leżała wyprasowana czarna sukienka na ramiączkach. Zrobiona była z wygodnego materiału, na który nałożono koronkę. Obcisła, ale nie za bardzo, do połowy uda. Do tego czarne cienkie rajstopy i czerwone szpilki, które założę dopiero w " Czarnym byku".
Zaczęłam od mocnego makijażu i włosów, które spięłam w gładkiego, wysokiego kucyka i spryskałam lakierem żeby się nie rozwaliły. Następnie ubrałam się i spryskałam perfumami. Na rękę nałożyłam jeszcze czarny zegarek, a na szyję nałożyłam wisior sięgający za klatkę piersiową zakończony dużym czerwonym sercem.
Weszliśmy do budynku pięć minut przed dwudziestą pierwszą. Marcin składał rezerwację więc wypada abyśmy byli pierwsi. Pokierowani do stolika w rogu sali przy oknie podeszliśmy i zdjęliśmy kurtki wieszając je na wieszaku. Następnie usiedliśmy przy stole gdzie mogłam spokojnie zdjąć moje ciepłe kozaki zamieniając je na obcasy. Zimowe buty odłożyłam pod wieszak. Marcin zamówił wino, a gdy kelnerka odeszłam nachylił się ku mnie i zapytał:
-Czy mówiłem ci już dzisiaj że pięknie wyglądasz?- mocno zaciągnął się powietrzem - I pachniesz? - zarumieniłam się gdy zaczął całować mnie wzdłuż szyi.
-Marcin! Jesteśmy w miejscu publicznym! Przestań!- próbowałam się od niego odsunąć, ale przyciągnął mnie do siebie. W końcu wpił się w moje wargi i wtedy nie potrafiłam się mu oprzeć. Nasz pocałunek był mocny, długi i namiętny, przepełniony miłością.
-Ej! Wiem że jesteście już narzeczeństwem, ale bez przesady! Jesteście w miejscu publicznym! - oderwaliśmy się od siebie słysząc roześmiany głos Magdy i oboje również się uśmiechnęliśmy. Ja może trochę bardziej zawstydzona. Oboje przytuliliśmy ją, a następnie przywitaliśmy się z jej towarzyszem. Był to Tomek- kolega z pracy. Wysoki, barczysty, blondyn, zielone, przejrzyste oczy i uroczy uśmiech. Na oko 35-40 lat. Nie mogę uwierzyć że nikogo nie ma. Jest przystojny i to bardzo. Gdyby nie to że mam narzeczonego i to że jest ode mnie starszy o ponad 10 lat, to pewnie by mi się spodobał.
Po jakiś pięciu minutach dołączyli do nas Igor i Kasia. Oboje razem pięknie wyglądali: Kasia w czerwonej sukience do kostek z odsłoniętymi ramionami i z koronkowymi rękawami. Włosy spięła w luźnego koka na karku. Igor w szarym garniturze z czerwonym krawatem i czerwonymi eleganckimi butami. Gdy z nimi również się przywitaliśmy mogliśmy już zamówić coś do jedzenia. Czekając na nasze zamówienie rozmawialiśmy i wnieśliśmy dwa toasty: jeden za spotkanie, a drugi za mnie i Marcina. Ten toast wzniósł mój brat na co mocno go przytuliłam, a potem przytuliłam mojego narzeczonego.
Gdy już zjedliśmy i zupy krem i spaghetti poszliśmy tańczyć. Pierwsze dwie piosenki przetańczyłam z Marcinem (to były te wolniejsze), a kolejne dwie z moim bratem (te szybsze). Następnie jedną z Tomkiem i na koniec znowu dwie z Marcinem. Potem usiedliśmy i zamówiliśmy lody. Podczas deseru, jak i po nim znów dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z opowiadanych przez Tomka historii i żartów Marcina. Potem przyszedł czas na karaoke. Zgłosiło się parę osób z innych stolików (najczęściej były to osoby trochę już wstawione).
- A może Kasia i Monia zaśpiewają tą swoją piosenkę?- zaproponował Igor. Co za dupek!
- Jaką piosenkę?- spytał z zaciekawieniem Marcin.
- No.. taką jedną romantyczną jakąś. Śpiewały to na urodzinach mojej mamy, taty Kasi i na ubiegłorocznym Sylwestrze.- odpowiedział mu Igor.- Jak to się nazywało?- zwrócił się do Kasi wiedząc że ja nie odpowiem.
- Ed Sheeran, Thinking out loud.- powiedział Kasia patrząc na mnie.
-Och kocham tą piosenkę! Musicie to zaśpiewać!- powiedziała Magda. W jej snach. W życiu nie zaśpiewam tej piosenki przed Marcinem!
Nie mam pojęcia jak to się stało, ale już po chwili prowadzący karaoke zapowiedział nas i wręczył mikrofony.
- When your leg don't work like used to before. And I can't sweep you of your feet. Will your mounth still remember the taste of my love? Will your eyes still smile from your cheeks?- zaśpiewała delikatnym głosem Kasia, podczas gdy ja stałam jak słup i tylko patrzyłam w oczy Marcina, który uspokajająco się do mnie uśmiechał. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- And darling I will be loving you 'till we're 70. And baby my heart could still fall as hard at 23. And I'm thinking 'bout how: peple fall in love in mysterious ways. Maybe just the touch of a chand. Oh me, I fall in love with every single day. And I just wanna tell you I am.- zaśpiewałam lekko drżącym głosem na początku lecz gdy spojrzałam w oczy mojego przyszłego męża ogarnął mnie spokój.
- So honey now. Take me into your loving arms. Kiss me under the light of a tousand stars. Place your head on my beating heart. I'm thinking out loud. And maybe we found love right where we are.- refren zaśpiewałyśmy razem. Potem Kasia znów zaśpiewała jedną zwrotkę następnie ja swoją i dwa refreny razem.
-Oh maybe we found love right where we are.- przedostatnie zdanie zaśpiewała Kasia.
- And maybe we found love right where we are.- dośpiewałam. Zostałyśmy nagrodzone oklaskami na stojąco i gwizdami, jednak najlepszą nagrodą było wtulenie się w Marcina i długi pocałunek z nim.
Po nas zaśpiewała Magda i Tomek szybką piosenkę Taylor Swift: Shake it off. Wszyscy świetnie się na niej bawiliśmy. Po nich zgłosił się Igor, który wystąpił z piosenką Depeche Mode: World in my eyes. Jemu również super poszło. Jednak to występ, który nastąpił po Igorze najbardziej mi sie podobał. Marcin zaśpiewał specjalnie dla mnie (powiedział to przed piosenką przez mikrofon) piosenkę Johna Legenda: All of me. Tak się wzruszyłam że musiałam pójść do toalety poprawić makijaż.
Następnie znowu tańczyliśmy, potem jeszcze coś zamówiliśmy do jedzenia i została minuta do północy. Wszyscy wyszli z restauracji i udali się do ogromnego ogrodu, za którym znajdował się las. Zaczęliśmy odliczać. Marcin stanął za mną i objął mnie. Razem ze wszystkimi głośno mówiliśmy liczby, a gdy doszliśmy do zera i wybiła północ, brunet odwrócił mnie do siebie i mocno, długo i pocałował. Nad nami wybuchały kolorowe fajerwerki i wszyscy krzyczeli, piszczeli, klaskali oraz składali sobie życzenia, jednak my byliśmy zajęci tylko sobą. Nic się dla nas nie liczyło oprócz naszej miłości.
Hejka,
Dwudziesty pierwszy rozdział za nami:) Mam nadzieję że się Wam podoba:)
Dziękuję za 2270 wyś. i łącznie 76 kom., ale i tak bardzo proszę o te komentarze!
Pozdrawiam
Mari:)))
Komentujesz=Motywujesz
1komentarz=następny rozdział
- Niestety mamo, czas się pożegnać.- mój narzeczony ( wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić ) powoli podniósł się z kanapy i podał mi rękę chcąc pomóc wstać mi. Podniosłam się i ruszyliśmy do przedpokoju, a Magda i jej rodzice za nami. Założyłam swoje brązowe kozaki, ciepły czarny płaszcz, szalik i czapkę i podeszłam się pożegnać. Najpierw przytuliłam się do Emilii, a następnie do Piotra ( taty Marcina ). Marcin zrobił to przede mną więc teraz czekaliśmy tylko na Magdę, która musiała jeszcze pójść do swojego pokoju na piętrze aby pożegnać się ze śpiącym synkiem, który musiał zostać z dziadkami. Gdy już wszyscy się ze wszystkimi pożegnali wyszliśmy z domu i wsiedliśmy do samochodu po czym odjechaliśmy.
Poszłam pod prysznic gdzie umyłam ciało jak i włosy malinowym mydło-szamponem. Następnie wtarłam w ciało kokosowy balsam. Wyszłam z łazienki i weszłam do sypialni gdzie na łóżku leżała wyprasowana czarna sukienka na ramiączkach. Zrobiona była z wygodnego materiału, na który nałożono koronkę. Obcisła, ale nie za bardzo, do połowy uda. Do tego czarne cienkie rajstopy i czerwone szpilki, które założę dopiero w " Czarnym byku".
Zaczęłam od mocnego makijażu i włosów, które spięłam w gładkiego, wysokiego kucyka i spryskałam lakierem żeby się nie rozwaliły. Następnie ubrałam się i spryskałam perfumami. Na rękę nałożyłam jeszcze czarny zegarek, a na szyję nałożyłam wisior sięgający za klatkę piersiową zakończony dużym czerwonym sercem.
Weszliśmy do budynku pięć minut przed dwudziestą pierwszą. Marcin składał rezerwację więc wypada abyśmy byli pierwsi. Pokierowani do stolika w rogu sali przy oknie podeszliśmy i zdjęliśmy kurtki wieszając je na wieszaku. Następnie usiedliśmy przy stole gdzie mogłam spokojnie zdjąć moje ciepłe kozaki zamieniając je na obcasy. Zimowe buty odłożyłam pod wieszak. Marcin zamówił wino, a gdy kelnerka odeszłam nachylił się ku mnie i zapytał:
-Czy mówiłem ci już dzisiaj że pięknie wyglądasz?- mocno zaciągnął się powietrzem - I pachniesz? - zarumieniłam się gdy zaczął całować mnie wzdłuż szyi.
-Marcin! Jesteśmy w miejscu publicznym! Przestań!- próbowałam się od niego odsunąć, ale przyciągnął mnie do siebie. W końcu wpił się w moje wargi i wtedy nie potrafiłam się mu oprzeć. Nasz pocałunek był mocny, długi i namiętny, przepełniony miłością.
-Ej! Wiem że jesteście już narzeczeństwem, ale bez przesady! Jesteście w miejscu publicznym! - oderwaliśmy się od siebie słysząc roześmiany głos Magdy i oboje również się uśmiechnęliśmy. Ja może trochę bardziej zawstydzona. Oboje przytuliliśmy ją, a następnie przywitaliśmy się z jej towarzyszem. Był to Tomek- kolega z pracy. Wysoki, barczysty, blondyn, zielone, przejrzyste oczy i uroczy uśmiech. Na oko 35-40 lat. Nie mogę uwierzyć że nikogo nie ma. Jest przystojny i to bardzo. Gdyby nie to że mam narzeczonego i to że jest ode mnie starszy o ponad 10 lat, to pewnie by mi się spodobał.
Po jakiś pięciu minutach dołączyli do nas Igor i Kasia. Oboje razem pięknie wyglądali: Kasia w czerwonej sukience do kostek z odsłoniętymi ramionami i z koronkowymi rękawami. Włosy spięła w luźnego koka na karku. Igor w szarym garniturze z czerwonym krawatem i czerwonymi eleganckimi butami. Gdy z nimi również się przywitaliśmy mogliśmy już zamówić coś do jedzenia. Czekając na nasze zamówienie rozmawialiśmy i wnieśliśmy dwa toasty: jeden za spotkanie, a drugi za mnie i Marcina. Ten toast wzniósł mój brat na co mocno go przytuliłam, a potem przytuliłam mojego narzeczonego.
Gdy już zjedliśmy i zupy krem i spaghetti poszliśmy tańczyć. Pierwsze dwie piosenki przetańczyłam z Marcinem (to były te wolniejsze), a kolejne dwie z moim bratem (te szybsze). Następnie jedną z Tomkiem i na koniec znowu dwie z Marcinem. Potem usiedliśmy i zamówiliśmy lody. Podczas deseru, jak i po nim znów dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się z opowiadanych przez Tomka historii i żartów Marcina. Potem przyszedł czas na karaoke. Zgłosiło się parę osób z innych stolików (najczęściej były to osoby trochę już wstawione).
- A może Kasia i Monia zaśpiewają tą swoją piosenkę?- zaproponował Igor. Co za dupek!
- Jaką piosenkę?- spytał z zaciekawieniem Marcin.
- No.. taką jedną romantyczną jakąś. Śpiewały to na urodzinach mojej mamy, taty Kasi i na ubiegłorocznym Sylwestrze.- odpowiedział mu Igor.- Jak to się nazywało?- zwrócił się do Kasi wiedząc że ja nie odpowiem.
- Ed Sheeran, Thinking out loud.- powiedział Kasia patrząc na mnie.
-Och kocham tą piosenkę! Musicie to zaśpiewać!- powiedziała Magda. W jej snach. W życiu nie zaśpiewam tej piosenki przed Marcinem!
Nie mam pojęcia jak to się stało, ale już po chwili prowadzący karaoke zapowiedział nas i wręczył mikrofony.
- When your leg don't work like used to before. And I can't sweep you of your feet. Will your mounth still remember the taste of my love? Will your eyes still smile from your cheeks?- zaśpiewała delikatnym głosem Kasia, podczas gdy ja stałam jak słup i tylko patrzyłam w oczy Marcina, który uspokajająco się do mnie uśmiechał. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech.
- And darling I will be loving you 'till we're 70. And baby my heart could still fall as hard at 23. And I'm thinking 'bout how: peple fall in love in mysterious ways. Maybe just the touch of a chand. Oh me, I fall in love with every single day. And I just wanna tell you I am.- zaśpiewałam lekko drżącym głosem na początku lecz gdy spojrzałam w oczy mojego przyszłego męża ogarnął mnie spokój.
- So honey now. Take me into your loving arms. Kiss me under the light of a tousand stars. Place your head on my beating heart. I'm thinking out loud. And maybe we found love right where we are.- refren zaśpiewałyśmy razem. Potem Kasia znów zaśpiewała jedną zwrotkę następnie ja swoją i dwa refreny razem.
-Oh maybe we found love right where we are.- przedostatnie zdanie zaśpiewała Kasia.
- And maybe we found love right where we are.- dośpiewałam. Zostałyśmy nagrodzone oklaskami na stojąco i gwizdami, jednak najlepszą nagrodą było wtulenie się w Marcina i długi pocałunek z nim.
Po nas zaśpiewała Magda i Tomek szybką piosenkę Taylor Swift: Shake it off. Wszyscy świetnie się na niej bawiliśmy. Po nich zgłosił się Igor, który wystąpił z piosenką Depeche Mode: World in my eyes. Jemu również super poszło. Jednak to występ, który nastąpił po Igorze najbardziej mi sie podobał. Marcin zaśpiewał specjalnie dla mnie (powiedział to przed piosenką przez mikrofon) piosenkę Johna Legenda: All of me. Tak się wzruszyłam że musiałam pójść do toalety poprawić makijaż.
Następnie znowu tańczyliśmy, potem jeszcze coś zamówiliśmy do jedzenia i została minuta do północy. Wszyscy wyszli z restauracji i udali się do ogromnego ogrodu, za którym znajdował się las. Zaczęliśmy odliczać. Marcin stanął za mną i objął mnie. Razem ze wszystkimi głośno mówiliśmy liczby, a gdy doszliśmy do zera i wybiła północ, brunet odwrócił mnie do siebie i mocno, długo i pocałował. Nad nami wybuchały kolorowe fajerwerki i wszyscy krzyczeli, piszczeli, klaskali oraz składali sobie życzenia, jednak my byliśmy zajęci tylko sobą. Nic się dla nas nie liczyło oprócz naszej miłości.
Hejka,
Dwudziesty pierwszy rozdział za nami:) Mam nadzieję że się Wam podoba:)
Dziękuję za 2270 wyś. i łącznie 76 kom., ale i tak bardzo proszę o te komentarze!
Pozdrawiam
Mari:)))
Komentujesz=Motywujesz
1komentarz=następny rozdział
Marcin i Monika są tacy uroczy!!! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału, jak zwykle!!!
OdpowiedzUsuń