Rozdział Dwudziesty Drugi cz.1
Parę tygodni później
Monika
Jak co rano obudził mnie szum wody. Marcin brał prysznic przed pójściem do pracy. Spojrzałam na zegarek stojący na szafce nocnej. Dziesięć minut po piątej. Znów wtuliłam głowę w poduszkę i mocniej owinęłam się kołdrą.
- Do zobaczenia kochanie.- cichy szept tuż przy moim uchu na nowo mnie obudził. Otworzyłam oczy i spojrzałam na Marcina, który stał przy łóżku.- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić.- powiedział cicho i odgarnął moje włosy z czoła.
- Nic się nie stało. Już wychodzisz?- upewniłam się i wstałam z łóżka aby się do nie przytulić. Objął mnie mocno ramionami.
- Tak, ale ty możesz jeszcze pospać.
- Raczej już nie zasnę, ale mogę się położyć.- odpowiedziałam całując jego usta i na nowo kładąc się pod kołdrę.
- Dobrze. Do zobaczenia.- uśmiechnął się i wyszedł z mieszkania.
Mimo tego że nie planowałam już spać, jednak zasnęłam. Obudziłam się 40 minut później i wzięłam prysznic. Gdy już byłam wykąpana ubrałam się w dżinsy* i białą podkoszulkę, a na to czarną koszulę z przedłużonym tyłem. Do tego szary sweterek. Włosy związałam w kitkę i zrobiłam delikatny makijaż. Następnie pościeliłam łóżko i zrobiłam sobie śniadanie, a gdy już zjadłam umyłam zęby, popsikałam się perfumami, upewniłam się że mam pierścionek zaręczynowy i w ciepłej kurtce i kozakach wyszłam z domu.
Do przedszkola dotarłam po piętnastu minutach. Weszłam do naszej sali gdzie już czekała Marysia- moja koleżanka, z którą opiekowałam się naszą grupą.
-Hej, jak tam święta?- zapytała gdy mnie zobaczyła. Marysia to niska brunetka o ślicznych ciemno-niebieskich oczach, szerokim uśmiechu i ogromnym sercu. Ma 25 lat, a praca w tym przedszkolu jest jej drugą pracą. Wcześniejsze przedszkole niestety nie przetrwało bo miało za mało dzieci.
Odwiesiłam kurtkę na wieszak i podeszłam ją przytulić.
-Cześć, wszystko dobrze. Święta były cudowne. Co dostałaś od Mikołaja?- spytałam, a jej oczy od razu się rozświetliły. Mikołaj to jej mąż. Są małżeństwem prawie dwa i pół roku. Wiem o nich tyle, że poznali się gdy Marysia była jeszcze na studiach, a dokładnie na drugim roku. Zaczęli się spotykać, a gdy dziewczyna zrobiła licencjat Miko się jej oświadczył i zamieszkali razem. W wakacje po ukończeniu studiów przez brunetkę wzięli ślub i kupili większe mieszkanie. Marysia nie może mieć dzieci więc postanowili że adoptują jakieś. Padło na Karola, który niedługo ukończy półtora roczku.
- Och, dostałam pieska!- zaśmiała się dźwięcznie, a ja wybałuszyłam oczy. Pieska?!
-Kupił ci psa?- zapytałam nie dowierzając.
- Wziął ze schroniska. Pamiętasz, jak opowiadałam ci że byliśmy w listopadzie u siostry Mikołaja w schronisku?-spytała wstawiając dla nas wodę na herbatę.
- No, pamiętam.
- No i tam był taki mały, szaro-biały piesek, który ogromnie mi się spodobał. Powiedziałam to Mikiemu i poszliśmy z tym pieskiem i trzema innymi na spacer. Mikołaj musiał zauważyć jak bardzo polubiłam tego pieska, no i dał mi go pod choinkę.- uśmiechnęła się wesoło.- A ty? Co dostałaś od Marcina?- do tego właśnie zmierzałam.
- Ja... dostałam....- specjalnie mówiłam wolno.
-No, powiedz!
- Dostałam od niego pierścionek zaręczynowy!- wykrzyknęłam szczęśliwa, a ona rzuciła się na mnie mocno mnie przytulając.
- O mój Boże! To wspaniale! Cudownie! Pokaż!- pokazałam go jej, a ona zaczęła go zachwalać. Mi tez ogromnie się podoba: wąski, srebrny, z delikatnym szafirem.- Piękny! Przepiękny!
Gdy wróciłam do domu zadzwoniła do mnie mama mówiąc że musimy spotkać się razem z mamą Marcina, Magdą, Anią i Kasią i zacząć przygotowania do ślubu. Trochę się zdziwiłam, no bo przecież minęło dopiero parę tygodni, nawet nie miesiąc, ale matka się uparła. No i ustaliłyśmy że wszystkie przyjedziemy do Wrocławia za tydzień w weekend.
Tydzień później
Od trzech godzin siedzimy w moim rodzinnym domu i przeglądamy różne katalogi. Przyjechałam już wczoraj wieczorem i razem z mamą i Anią wybrałyśmy miejsce na wesele: uroczy, biały dom weselny niedaleko kościoła, w którym odbędzie się ślub. Dzisiaj dojechały Magda i Kasia i wstępnie wybrałyśmy dekoracje, ale teraz patrzymy na suknie ślubne.
- Po obiedzie trzeba pójść do salonu aby po przymierzać.- stwierdziła mama.
- Mamo, nie jest za wcześnie? Przecież nie mamy nawet daty!- powiedziałam zirytowana. Trochę mnie to wszystko zaczynało denerwować. Przecież mamy na to wszystko mnóstwo czasu! Mogę wziąć ślub na przykład za rok, albo dwa lata! I co wtedy?
- Ja bym proponowała maj. Najlepiej końcówkę maja.- powiedziała Kasia.
-Tak! To idealny czas na ślub.- zawtórowała Magda.
- Mi też się podoba.
- No więc? Monia, zgadzasz się?- spytała mama. Chyba nie mam wyboru. Sama chciałabym wyjść za Marcina jak najszybciej.
- Okej, niech będzie końcówka maja.- potwierdziłam.
* Nie wiem czy zapisuje się jeansy czy dżinsy
Hej,
Postanowiłam że podzielę rozdział dwudziesty drugi na dwie części, ponieważ tak będzie mi po prostu łatwiej. Mam nadzieję że pierwsza część się Wam podoba?
Przypominam że rozdziałów będzie 25, z czego dwudziesty pięty będzie epilogiem. Mam już wszystko zaplanowane i teraz trzeba to wszystko napisać:) Myślę że do nowego roku spokojnie się wyrobię, a tymczasem druga część tego rozdziału powinna pojawić się do następnej niedzieli:)
Pozdr. Mari:)))
Do przedszkola dotarłam po piętnastu minutach. Weszłam do naszej sali gdzie już czekała Marysia- moja koleżanka, z którą opiekowałam się naszą grupą.
-Hej, jak tam święta?- zapytała gdy mnie zobaczyła. Marysia to niska brunetka o ślicznych ciemno-niebieskich oczach, szerokim uśmiechu i ogromnym sercu. Ma 25 lat, a praca w tym przedszkolu jest jej drugą pracą. Wcześniejsze przedszkole niestety nie przetrwało bo miało za mało dzieci.
Odwiesiłam kurtkę na wieszak i podeszłam ją przytulić.
-Cześć, wszystko dobrze. Święta były cudowne. Co dostałaś od Mikołaja?- spytałam, a jej oczy od razu się rozświetliły. Mikołaj to jej mąż. Są małżeństwem prawie dwa i pół roku. Wiem o nich tyle, że poznali się gdy Marysia była jeszcze na studiach, a dokładnie na drugim roku. Zaczęli się spotykać, a gdy dziewczyna zrobiła licencjat Miko się jej oświadczył i zamieszkali razem. W wakacje po ukończeniu studiów przez brunetkę wzięli ślub i kupili większe mieszkanie. Marysia nie może mieć dzieci więc postanowili że adoptują jakieś. Padło na Karola, który niedługo ukończy półtora roczku.
- Och, dostałam pieska!- zaśmiała się dźwięcznie, a ja wybałuszyłam oczy. Pieska?!
-Kupił ci psa?- zapytałam nie dowierzając.
- Wziął ze schroniska. Pamiętasz, jak opowiadałam ci że byliśmy w listopadzie u siostry Mikołaja w schronisku?-spytała wstawiając dla nas wodę na herbatę.
- No, pamiętam.
- No i tam był taki mały, szaro-biały piesek, który ogromnie mi się spodobał. Powiedziałam to Mikiemu i poszliśmy z tym pieskiem i trzema innymi na spacer. Mikołaj musiał zauważyć jak bardzo polubiłam tego pieska, no i dał mi go pod choinkę.- uśmiechnęła się wesoło.- A ty? Co dostałaś od Marcina?- do tego właśnie zmierzałam.
- Ja... dostałam....- specjalnie mówiłam wolno.
-No, powiedz!
- Dostałam od niego pierścionek zaręczynowy!- wykrzyknęłam szczęśliwa, a ona rzuciła się na mnie mocno mnie przytulając.
- O mój Boże! To wspaniale! Cudownie! Pokaż!- pokazałam go jej, a ona zaczęła go zachwalać. Mi tez ogromnie się podoba: wąski, srebrny, z delikatnym szafirem.- Piękny! Przepiękny!
Gdy wróciłam do domu zadzwoniła do mnie mama mówiąc że musimy spotkać się razem z mamą Marcina, Magdą, Anią i Kasią i zacząć przygotowania do ślubu. Trochę się zdziwiłam, no bo przecież minęło dopiero parę tygodni, nawet nie miesiąc, ale matka się uparła. No i ustaliłyśmy że wszystkie przyjedziemy do Wrocławia za tydzień w weekend.
Tydzień później
Od trzech godzin siedzimy w moim rodzinnym domu i przeglądamy różne katalogi. Przyjechałam już wczoraj wieczorem i razem z mamą i Anią wybrałyśmy miejsce na wesele: uroczy, biały dom weselny niedaleko kościoła, w którym odbędzie się ślub. Dzisiaj dojechały Magda i Kasia i wstępnie wybrałyśmy dekoracje, ale teraz patrzymy na suknie ślubne.
- Po obiedzie trzeba pójść do salonu aby po przymierzać.- stwierdziła mama.
- Mamo, nie jest za wcześnie? Przecież nie mamy nawet daty!- powiedziałam zirytowana. Trochę mnie to wszystko zaczynało denerwować. Przecież mamy na to wszystko mnóstwo czasu! Mogę wziąć ślub na przykład za rok, albo dwa lata! I co wtedy?
- Ja bym proponowała maj. Najlepiej końcówkę maja.- powiedziała Kasia.
-Tak! To idealny czas na ślub.- zawtórowała Magda.
- Mi też się podoba.
- No więc? Monia, zgadzasz się?- spytała mama. Chyba nie mam wyboru. Sama chciałabym wyjść za Marcina jak najszybciej.
- Okej, niech będzie końcówka maja.- potwierdziłam.
* Nie wiem czy zapisuje się jeansy czy dżinsy
Hej,
Postanowiłam że podzielę rozdział dwudziesty drugi na dwie części, ponieważ tak będzie mi po prostu łatwiej. Mam nadzieję że pierwsza część się Wam podoba?
Przypominam że rozdziałów będzie 25, z czego dwudziesty pięty będzie epilogiem. Mam już wszystko zaplanowane i teraz trzeba to wszystko napisać:) Myślę że do nowego roku spokojnie się wyrobię, a tymczasem druga część tego rozdziału powinna pojawić się do następnej niedzieli:)
Pozdr. Mari:)))
świetny rozdział!! Mam nadzieję że następny rozdział będzie już niebawem.Nie mogęsię doczekać ich ślubu!!!
OdpowiedzUsuń