poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział Dwudziesty Czwarty

                   Rozdział Dwudziesty Czwarty


Dwa miesiące później

Monika

- Dzień dobry, kochanie.- powiedział Marcin przytulając się do mnie od tyłu. Właśnie robiłam mu śniadanie, a on wyszedł spod prysznica.
- Dzień dobry.- odpowiedziałam uśmiechając się. Zalałam herbatę wodą, wyślizgnęłam się spod ramion mojego męża i podeszłam do stołu stawiając na nim kubek. Marcin usiadł i zaczął jeść dziękując mi przedtem. Spojrzałam na zegarek: 5:20. Pocałowałam jeszcze Marcina w policzek i poszłam do łóżka.
Obudziły mnie okropne mdłości. Pobiegłam do łazienki i zwróciłam wczorajszą kolację. Usiadłam obok sedesu i oparłam się plecami o ścianę głęboko oddychając. Odgarnęłam z twarzy włosy i spięłam je w wysoką kitkę, a następnie wstałam i umyłam zęby oraz przemyłam twarz wodą. Poszłam do kuchni i spojrzałam na zegarek: 6:57. Nie chciało mi się już nic jeść, ale jednak wiedziałam że coś muszę dlatego wzięłam po prostu suchą bułkę i zaparzyłam sobie herbatę. Gdy już zjadłam i pozmywałam, poszłam do łazienki wziąć prysznic. Następnie ubrałam się, wysuszyłam włosy i związałam je w koka, zrobiłam lekki makijaż, spakowałam do torby potrzebne rzeczy i wyszłam do pracy. Po dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zaczęły zbierać się dzieciaki, więc rozłożyłyśmy z Marysią talerze dla każdego dziecka oraz jeden większy talerz na środku z kanapkami.
Jakieś dwie godziny później znowu złapały mnie mdłości. Szybko pobiegłam do łazienki i znowu zwróciłam ostatni posiłek.
- Monia? Wszystko ok?- usłyszałam Marysię, która weszła za mną do łazienki. Spuścił wodę, wyszłam z kabiny i przepłukałam wodą z kranu buzię.
- Wszystko dobrze. Po prostu dzisiaj zaczęły brać mnie wymioty. Nie wiem dlaczego.-odpowiedziałam i oparłam się o ścianę, ponieważ zaczęło kręcić mi się w głowie. Oddychałam głęboko.
- Ale zjadłaś coś czy bierze cię jakąś grypa?- dopytywała.
- Nie mam pojęcia.- osunęłam się po ścianie.
- A okres ci się przypadkiem nie spóźnia?- po krótkim zastanowieniu spytała. Nagle zrobiło mi się zimno. Chyba zbladłam.
- O mój Boże. Spóźnia! Ale myślisz że ja...?
- Myślę że musisz iść do lekarza.

Tydzień później wróciłam z pracy godzinę później niż zwykle. Byłam na USG." Jestem w ciąży!"- ta myśl krzyczała w mojej głowie od wyjścia z przychodni.
Weszłam do domu i zaczęłam odgrzewać obiad z wczoraj, myśląc jednocześnie jak przekażę to Marcinowi. Na pewno się ucieszy. Od ślubu zdarzały nam się rozmowy o dzieciach i mój mąż zawsze mówił że chciałby je mieć jak najszybciej.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Spojrzałam na zegarek- wpół do szóstej. Marcin kończy pracę o szóstej.
Podeszłam do drzwi i otworzyłam je.
- Piotrek. Co ty tu robisz?- spytałam zdziwiona.
- Monika... nie wiem jak mam ci to powiedzieć...tak bardzo mi przykro.
- Ale co się stało?- w jego oczach zaszkliły się łzy.
- Mieliśmy zgłoszenie o wypadku samolotowym. Rozbił się, a w środku byli ludzie, jeszcze żyjący. I Marcin... on wszedł tam po nich i... i kiedy wychodził to... skrzydło samolotu...- zaszlochał. A ja nagle zrozumiałam. Serce najpierw zamarło mi w piersi, a potem zaczęło bić sto razy szybciej.
- Nie, nie, nie... on nie.... błagam! Powiedz że on żyje!- płakałam i osunęłam się na ziemię. Piotrek tylko pokręcił głową.
- Tak mi przykro Monia... naprawdę...

Hej,
Przedostatni rozdział za nami! Przepraszam za jakiekolwiek błędy, ale rozdział został napisany na telefonie, ponieważ jestem w Płocku u rodziny i nie wzięłam swojego laptopa:(
Następny rozdział już niedługo, postaram dodać się go przed nowym rokiem.
Pozdrawiam
Mari:)))

2 komentarze:

  1. O Boże!!! Jestem strasznie ciekawa co z Marcinem!! Co jeśli zginie?!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieeeeeeeeeeeeeeeee:'( A ja myślałam że dowie się jeszcze o tym dziecku. Tak strasznie mi z tym źle.

    OdpowiedzUsuń